Nomen omen? (31 marca 2007, 23:35:24)
Piszę część sprawozdania na pierwszy etap projektu i wpadło mi do głowy, żeby zapuścić sprawdzanie pisowni. Okazało się, że napisałem "SQL Sever" - aż szkoda, że nie "SQL Sewer" ;)
Chwila Dla Debila, czyli blast from the past.
[paranoicznie: Loneliness is not a phase / Field of pain is where I graze / Serenity is far away
Saw my reflection and cried, hey / So little hope that I died, oh / Feed me your lies, open wide, hey / Weight of my heart, not the size, oh...]
[na marginesie: WYMAGANIA: poczucie ironii oraz zaliczony przedmiot Sarkazm.]
Piszę część sprawozdania na pierwszy etap projektu i wpadło mi do głowy, żeby zapuścić sprawdzanie pisowni. Okazało się, że napisałem "SQL Sever" - aż szkoda, że nie "SQL Sewer" ;)
Wszyscy znamy długą, znaną i lubianą serię "MTV Unplugged" (czasami niektórzy robią sobie takie bez pomocy MTV). Słucham sobie Days of the New pierwszego i tak sobie myślę - a gdyby tak to odwrócić? Zagrać kawałki Days of the New nie "bez prądu" (jak jest zagrane 99% z nich), tylko właśnie "z prądem"? Niektóre, jak mi się wydaje, mogłoby zabrzmieć całkiem interesująco z jakimiś przesterami i takimi tam ;)
Zapuściłem sobie pewną nieznaną mi jeszcze płytę. W międzyczasie otworzyłem pewną stronę, żeby się załadowała w tle, i zająłem się czymś innym. Koniec pierwszego utworu był nieco wolniejszy, a w tle słychać było trochę przytłumiony monolog. Całkiem ciekawy efekt, pomyślałem. Czar prysnął, kiedy głos wygłaszający monolog powiedział "programming language"...
A to się wczytała strona i odpaliła video, którego się nie spodziewałem... Flash musi odejsć!!
Wracam ja sobie do domu niewyspany, wymiętolony i z bolącą głową, włączam komputer i idę coś zjeść. Wracam i co widzę? Komputer wyłączony i...
UWAGA! Zdjęcia poniżej przedstawiają drastyczne sceny! Nie pokazywać dzieciom i osobom wrażliwym!
Model zapasowy udało mi się zdobyć dopiero po 22:10 (nocna przejażdżka rowerem do brata), ale działa I NIE MA WIATRACZKA!!!!
Edit: na pocieszenie okazało się, że brat wracając do domu przywiózł ze sobą to ;)
Wczoraj się strasznie dziwiłem dlaczego było tak jasno od światła słonecznego kiedy zaczynałem wykład trochę po godzinie 16. Dziwność polegała na tym, że ten wykład kojarzył mi się z ciemnością, nie tylko ze względu na to, że zazwyczaj dwie godziny później, kiedy z niego wychodziłem, była już głęboka noc. Do tego wykład ów odbywa się w sali, w której zwykle miałem takie bardziej nocno-wieczorne wykłady, raz chyba nawet o 20 (pewnego razu np. odczekiwałem na oddanie projektu, a za oknem była śliczna burza z ulewą). Sala ta kojarzy mi się z jedynym przedmiotem, z którego dostałem dwóję. I z tym, że dwa razy miałem w niej wykłady, na które nie mogłem chodzić z powodu laboratorium lub seminarium dyplomowego.
Sala owa nosi numer 162 i znajduje się w niej dość niezwykły zegar. Wisi sobie na ścianie nad tablicą i ma taką właściwość, że z każdym tygodniem wykazuje inne odchylenie od czasu lokalnego. Ostatnio zdawało mi się, że się ustabilizował na kilku godzinach i 25 minutach wyprzedzenia, ale wczoraj znów to się zmieniło. Obserwuję te zmiany od dłuższego już czasu. Kiedyś na przykład sobie stał... A mimo to później ruszył.
A jasno było nie tylko z powodu postępującego wydłużania się dnia, oczywiście. Ale dziwne.
Okazuje się, że Linux krąży sobie gdzieś pomiędzy Marsem a Jowiszem...
Witam wiosnę nosem, gardłem i gruczołami łzowymi. Znaczy się jestem pociągającym smarkaczem, do tego zapłakanym i zakichanym. Tak! To już definitywnie wiosna.
Anglosasi mają takie określenie "'wow' factor". Przeszczep na naszą rodzimą ziemię pewnie powinien nazywać się "efekt 'o k****!'" (jak w tym dowcipie: Poranek w alpejskim kurorcie; Anglik wychodzi taras widokowy i na widok gór mówi "Beautiful!"; za nim wychodzi Niemiec - "Das ist wunderbar!"; trzeci z kolei pojawia się Polak - "O k***, ja pier****!!")
A piszę to wszystko w ramach reakcji na informację o superjasnej LED (BTW: "dioda LED" to masło maślane), zdolną wytworzyć tyle światła co żarówka, poprzez powierzchnię 1 mm kwadratowego. O żesz!...
Żarówki mają pecha w tym pokoju. Najpierw w lampce przy biurku, teraz w lampie sufitowej. Żarówki zapasowe wyszły (tak, nie ma nawet w puszce z mąką). A że nikomu nie zachce się przejść po sklepach przez najbliższe pół roku, nie pozostaje nic innego jak siedzieć po ciemku i w ciemno przyjąć standard "Darkness", ogłoszony przez Billa G. kiedy i jemu poszły wszystkie żarówki.
Czy to but źle leży na stopie, czy stopa źle leży w bucie? Oto jest pytanie!
[trzy godziny snu dzisiaj w nocy - czy ja chcę pobić jakiś rekord?]
Co to właściwie są zioła prowansalskie?
No porażka, w ogóle! Co to za katastrofa, żeby dopiero teraz wysuwać się na prowadzenie w klasyfikacji ogólnej?? Małysz nie prowadził od samego początku, no kto to widział, no!
[gwoli ścisłości: to jest sarkazm ;)]
Luty przeminął, takoż połowa marca, a National Geographic jak nie było, tak nie było. Podobnie jak oczekiwany rachunek za Internet (oraz pewnie kilka innych, mniej przewidywalnych). Dzisiaj chciałem pójść z awanturą na pocztę, ale pomyślałem, że jeszcze raz sprawdzę skrzynkę, może coś się wydarzyło. I akurat trafiłem tak, że kiedy schodziłem na dół, listonosz właśnie kończył swą powinność. Cud! NG w skrzynce. I rachunek, ze stemplem z pierwszego marca.
Dzisiaj po Wydziale łazili kominiarze. Wydział jest duży, więc mieli gdzie łazić. Natykałem się na nich co jakiś czas, ale miałem ubranie bez guzików. Tak, los bywa złośliwy!
Code Te Ching - reklamowane jako "co by było, gdyby programowanie było religią?" Ale to nie zupełnie to... To jest znacznie głębsze ;)
[Aż szkoda, że autor nie pomyślał o takim zajebiście fajnym tytule jak ja wymyśliłem ;)]
Teraz mam zgryz. Zastanawiam się i z uszu mi dymi od deliberacji, czy wspominaną dopiero co "promocję homoseksualizmu" przebija projekt ustawy "o całkowitym zakazie pornografii", zawierający między innymi karę 2 lat paki za samo posiadanie. Tak trochę głupio co rusz co innego uważać za największy absurd, ale widocznie w IV RP inaczej się nie da. Jeden z posłów określił to jako surrealizm, ale ja chyba jednak wolę Salvadora Dali...
I tak sobie wyobrażam scenkę w więzieniu...
Wielki byku z tatuażami znajdującymi się nawet w najmniej oczekiwanych miejscach, wita nowego współlokatora w celi: "Za co siedzisz?" Tutaj nie pyta się "co zrobiłeś", przecież wszyscy są niewinni. Nowy przestępuje z nogi na nogę, wbija wzrok w podłogę, międli w dłoniach skraj koszuli. "Za, tego... no..." - zająkuje się. "Zabójstwo? Nie no, haha, gdzie tam!" - byku próbuje rozładować atmosferę. "No to może... Na kieszonkowca mi wyglądasz. Co, stary?" Nowy się żachnął: "Gdzie tam, do cholery! Za 'Playboya' pod poduszką!!"
Przypomniała mi się nagle informacja na kartce, która wisiała na drzwiach sali seminaryjnej na Wydziale w dniach, kiedy zdawałem egzamin dyplomowy (inzynierski); to szło mniej więcej tak: Doktoranci proszeni są o zgłoszenie się do pokoju 101.
Tak biednych doktorantów...
Wiosna tonie w dymie. Nie wiem czy to taka porządnicka okolica, że palenie liści odbywa się bez przerwy od co najmniej tygodnia, czy też nie ma wiatru, który by to przepędził. Albo jeszcze coś. Od tego dymu mnie boli głowa. Albo też głowa mnie boli z innych powodów, a od bólu głowy dym wydaje mi się bardziej drażniący.
Wiele rzeczy mnie zadziwiało, wiele rzeczy mnie śmieszyło, wiele rzeczy przyprawiało mnie o zażenowanie, ale, ja pierdzielę, określenie "promocja homoseksualizmu", no wybaczcie po prostu, chyba tylko dzięki mojemu nadludzkiemu opanowaniu i fenomenalnej sile woli jeszcze nie pękłem ze śmiechu...
Jakiś czas temu w mojej okolicy najwyraźniej pojawili się drogowcy. Drogi nie naprawili (o co się prosi od wielu lat i co jest obiecywane od nieco mniej lat), ale powymieniali tabliczki z nazwami ulic (zamiast "Obrońców Westerplatte" teraz jest po prostu "Westerplatte") i postawili parę znaków. Po raz pierwszy widać, że tu jest granica Józefowa i Warszawy - tylko dlaczego tablica jest zielona? I dlaczego wjeżdżając do Warszawy widzi się znak "koniec strefy zabudowanej"?...
Każdy informatyk, proto-informatyk (alias "student"), a nawet większość pseudo-informatyków, wie, że przełączanie kontekstów jest kosztowne. Życie jest jak komputer1. Przełączanie kontekstów tutaj również jest kosztowne i również zależy od architektury sprzętowej. W architekturze "Jezuch", model józefowski, koszt ten jest przeraźliwie wielki. Kiedy przełączyłem się na proces tworzenia pracy inżynierskiej, potem przełączenie się na quasi-proces "idle" (zwany potocznie "relaks") okazało się dziwnie kłopotliwe. Teraz za to czas się powoli zacząć zbierać do pracy nad projektami w nowym semestrze... a co z tym, to już chyba nie trzeba wspominać ;) [słowo kluczowe: powoli]
1 Przypomina się w tym momencie odcinek "Skrzydeł", w którym motywem przewodnim był klub, w którym poeci-amatorzy prezentowali swoje dzieła. Dowcip polegał na tym, że każdy zaczynał słowami "życie jest jak X", gdzie X jest zmienną losową.
"Co to za zrzynka z Megadeth??" Pyta J. "Megadeth..." odpowiada P. Huh. Nowy Megadeth nie brzmi jak Megadeth tylko jak zrzynka z Megadeth? Chociaż jak się tak przysłuchać... I jak się wie, że to Megadeth... ;)
Tak mnie dzisiaj tknęło: urodziłem się 10 lat za wcześnie. Nie chodzi mi o superbajeranckie józefowskie gimnazjum #1, które zbudowano wkrótce po tym, jak pożegnałem się z podstawówką (a nawet z liceum), tylko o odkrycie, że gdybym w dawnych czasach miał Wikipedię, to żadna lekcja nie byłaby mi straszna... Konkretnie pomyślałem o historii, ale pewnie nie tylko do tego się może przydać ;)
BTW: na polskiej Wikipedii Józefów zdaje się mieć dłuższy artykuł niż Warszawa... Cool ;)
A tak swoją drogą to jak to się dzieje, że wszyscy leżą rzekomo schorowani, a na ulicach tłumy jakich dawno nie widziałem?
Właśnie się uczymy. Dowiadujemy się jak to jest żyć w kraju, którego najwyższy urząd obejmuje osobnik chory psychicznie. Gdyby nie był to osobnik na najwyższym urzędzie w państwie, niechybnie by u niego zdiagnozowano manię prześladowczą, a może nawet jakąś psychozę.
Obyś żył w ciekawych czasach.
Intwine - czyli Holendrzy też potrafią. Wniosek wysnuty na podstawie płyty "Pyrrhic Victory" ;)
"Viginti Tres": pod żadnym pozorem nie słuchać po ciemku! Pewien recenzent napisał o tym: "nie rozumiem i nie chcę zrozumieć". Ja rozumiem. Ale nie częścią świadomą. Kojarzy mi się z "Głosem Pana" Lema... Tak, bardziej niż "Faaip de Oiad" ;)
Pakiet e2fslibs, wersja 1.39+1.40-WIP-2006.11.14+dfsg-1 - odnoszę wrażenie, że tzw. "upstream" dawno nie interweniował ;) [z drugiej strony mamy cron, który jest w wersji 3.0pl1-100, czyli był aktualizowany przez samego Debiana sto razy - jest to teraz praktycznie osobna gałąź]
Ciepło. Ptaszki śpiewają. Palone liście... dymią. Ciekawe czy to już na stałe (podobno dwa tygodnie przed planowym terminem), czy to kolejna fluktuacja w ramach teorii chaosu klimatu przejściowego, środkowoeuropejskiego. Zresztą nawet ja mam już dość takiej zimy-niewiadomoco. Podobnie zresztą jak klimatu politycznego, chociaż to jest akurat bardzowiadomoco: tutaj wiochna zawitała na dobre!
[bardzo mi przykro z powodu wtrętów politycznych, ale musiałem jakoś uzasadnić tytuł notki - przyp. J.]
Jak tu się skupić, kiedy mellotrony sączą w uszy "Epitaph" King Crimson?...
Czy istnieje w j. polskim słowo, które właśnie wypatrzyłem na jednym polskim portalu, i które brzmi "derywat"?
Od czasu kiedy jądro Linuksa używa git do zarządzania źródłami, dzienniki zmian wyglądają o wiele zabawniej. Na przykład changelog udev w Debianie:
(...)
* Backported the upstream changeset 5ab2e3c2c3efe9b25861ddf560b3760b9384090d
which adds the LUN to iSCSI paths. (Closes: #409385)
* Backed out the upstream changeset 273bebdba66cd5543dc1b076447e3275c81c221c
which removed compatibility support for the DRIVER key.
(...)Wygląda na to, że nie zamierzali dodać ficzera umożliwiającego komunikację ustną ;)
Naprawdę. To by była eutanazja z litości. Pozwólmy odejść biednemu Giertychellemu. Niech się nie męczy dłużej na tym przeżartym gejowską propagandą, do szpiku kości liberalnym świecie...
I niech, do jasnej cholery, przestanie wystawiać Polsce wizytówkę totalnej wiochy!!!!!!!!!!
Przepraszam, zapędziłem się.
New Horizons, sonda wysłana do Plutona, właśnie minął Jowisza, który wykatapultował go w kierunku celu. Pluton to mój pół-patron, więc uważnie śledzę postępy :) (chociaż teraz przez jakiś czas będzie raczej nudnawo) A jak komuś się nie podoba, to niech się boi czerwonego OKA (no dobra, na zdjęciu nie jest czerwone, ale i tak wygląda strasznie).
Miałem dzisiaj czterogodzinne okienko (jak to będzie co tydzień przez parę miesięcy), a w samym środku spotkanie z promotorem. Więc trzeba było znaleźć jakiś sposób na zmarnowanie dwóch godzin.
20 minut piechotą do Łazienek. Nie ma to jak Polibuda ;) (koniecznie chciałem zobaczyć jak wygląda takie miejsce w taką pogodę)
Po powrocie miałem w oczach jakieś kleiste gluty. Strasznie wkurzające.
Na studiach magisterskich uzupełniających okazuje się, że trzeba wrócić do odchamów. Co powinienem myśleć o prowadzącym przedmiot Filozofia Egzystencjalna, który - na Polibudzie! - oznajmia na pierwszych zajęciach, że nie wierzy w ewolucję? [nie jestem pewien czy użył konkretnie tego określenia, a może to mieć fundamentalne znaczenie...]
Przy okazji zaobserwowałem zjawisko (tymi zaklejonymi oczami... chociaż nie, to już wcześniej). Na odchamy chadzają zwykle studenci wcześniejszych semestrów i rzuciło mi się w uszy, że w sali jest hałas. Dziwne że się dziwię, pomyślą wszyscy uczniowie, ale zdziwiło mnie to. Przyzwyczaiłem się, zupełnie mimo woli, że w sali wykładowej przed wykładem słychać tylko szmery. Ale to ma późniejszych semestrach. Kociarnia zawsze jest rozwrzeszczana, a później coś się dzieje i uczą się rozmawiać cicho. Czy to studia tak ich zaduszają?... ;)
[...Pink cloud has now turned to gray / All that I want is to play / Get on your knees time to pray, boy]