Chłopcy z placu manewrowego (27 stycznia 2012, 17:44:14)
Szeregowy na końcu kolmny: "Ostatni będą pierwszymi..."
Kapral: W TYYYYYYYYYYŁ ZWROOOOOOOOOOT!!!!
Szeregowy na czele kolumny: "Ha!"
Chwila Dla Debila, czyli blast from the past.
[paranoicznie: Loneliness is not a phase / Field of pain is where I graze / Serenity is far away
Saw my reflection and cried, hey / So little hope that I died, oh / Feed me your lies, open wide, hey / Weight of my heart, not the size, oh...]
[na marginesie: WYMAGANIA: poczucie ironii oraz zaliczony przedmiot Sarkazm.]
Szeregowy na końcu kolmny: "Ostatni będą pierwszymi..."
Kapral: W TYYYYYYYYYYŁ ZWROOOOOOOOOOT!!!!
Szeregowy na czele kolumny: "Ha!"
Jeśli coś mię natchnęło raz i drugi, a nawet trzeci i być może nawet w miarę regularnie to robi, to znaczy że co robi? Natycha? Natchniwa? Natchuje?...
[Za przeproszeniem.]
Zrobię coś strasznego i powiem, eee, coś strasznego:
PAGINA DENTATA
I teraz już nie pozbędziecie się tego obrazka, hahaha!
Tydzień temu mieliśmy zaczernioną środę w sprawie SOPA/PIPA, a teraz, sądząc po linkach podsuwanych mi pod nos przez Gógle Nius, nagle się zagotowało w polskim Internecie, że też chcemy mieć zaciemniany protest. Zwracam uwagę: nagle. Umowa ma być podpisana pod koniec tygodnia i jakoś nigdy wcześniej o tym nie słyszałem (nie dość głośno, w każdym razie). Mniej więcej gdzieś tak podczas łykędu pojawiły się pierwsze wzmianki w mediach, a dzisiaj darcie szat jest już w pełnym rozpędzie.
W sumie to nawet dobrze. Lepiej późno niż wcale, a (jak już gdzieś zauważyłem we wcześniejszym wpisie) zwoływanie luda na gwałtu rety w ostatniej chwili jest jakoś perwersyjnie skuteczne.
Co mi się jeszcze wyłoniło z zupy linkowej z Gógle Nius, to że do wczoraj ACTA było sukcesem polskiej prezydencji, a dzisiaj podobno już nie jest, zaś co niektóre organizacje sugerują nawet, żeby Polska podała rzeczoną ustawę do unijnego trybunału sprawiedliwości. Hah. To się nazywa zabawna sytuacja.
[Od naczelnego tropiciela spisków (nie "teorii" tylko spisków!) w mojej rodzince dowiedziałem się też, że to nie żadni Anonimowi atakują strony naszych instytucji rządowych, tylko sam rząd, żeby mieć pretekst do wprowadzenia stanu wyjątkowego, zgodnie z pewną niedawno podpisaną przez prezydenta ustawą...]
Okazuje się, że jak się zadeklaruje, że coś jest naj- w danym okresie czasu, kiedy upłynęło zaledwie 1,6% tego okresu czasu, to można się pomylić! Co za niespodzianka! Ale nic to, można zadeklarować, że znalazło się coś jeszcze zabawniejszego. Na przykład:
What we learned from 5 million books
A do tego niezmiernie ciekawego i fascynującego dla kogoś, kogo podnieca przetwarzanie danych, zwłaszcza dużych ilości danych. Polecam ;)
Razem z najnowszym rachunkiem za Plusa przyszło coś. Coś grubszego. Na nędznym papierze, w formie kodeksu (czyt.: książeczkowej) następujące rzeczy: kilka kolorowanek, kilka krzyżówek i kilka białych stron szumnie nazwanych "notesem". Nic z tych rzeczy na nic mi nie jest potrzebne (no poważnie, na nędznym papierze??) więc zrodziło się pytanie: co za genialny algorytm doszedł do wniosku, najwyraźniej, że jestem, najwyraźniej, w wieku, w którym powinienem mieć już dzieci?
[To załatwia kolorowankę. Z drugiej strony dostrzegam insynuację, że jestem obywatelem śmiertelnie znudzonym i/lub bez żadnych ambicji intelektualnych i że krzyżówka wydaje mi się atrakcyjnym sposobem skracania sobie czasu, jaki mi pozostał do zgonu.]
Ale się posypało! (W nocy.) Ale się potopiło! (O poranku.) I teraz lecą na mnie żaby. A puch to diabli wzięli...
[Moją wenę też. Ale przynajmniej wyszło jakby trochę lirycznie.]
No dobra, pewnie już wszyscy wiedzą, że anglojęzyczna Wikipedia dokonała samo-zaciemnienia w ramach protestu przeciwko amerykańskiej dyktaturze. Oczywiście, w pełni popieram i wcale się nie obrażałem jak mi się w pracy przypadkiem zdarzyło zapomnieć, że jeśli mam dzisiaj udawać, że pracuję, to gdzie indziej. No ale tak jakoś wyszło, że jak udawałem, że pracuję "gdzieś indziej", to jednak chciałem sprawdzić coś, co tam wyczytałem, i raz nawet tak bardzo chciałem, że "zhakowałem"1 biedną Wikipedię... I teraz źle mi z tym, że nie uczestniczyłem w proteście w pełni...
1 Niezwykle zaawansowana technika, czyli odpowiednio wymierzone F5, ESC. [Oczywiście za parę kolejnych lat ta niezwykle zaawansowana technika będzie podpadać pod odpowiednią ustawę uchwaloną przez dyktaturę w Ameryce. I co z tego, że nie będą mieli jurysdykcji? Już teraz zupełnie się tym nie przejmują. We all live in Amerika!]
To chcę polecić zwyczajnie dlatego, że jest o geekach, jest zabawne i ma ważne przesłanie:
Misha Glenny: Hire the hackers!
Przesłanie? Zamiast wsadzać do pudła jednych z najzdolniejszych przedstawicieli naszego społeczeństwa, moglibyśmy zauważyć, że nie każdy jest przebojowym ekstrawertykiem i nie każdy miał szczęście urodzić się w bogatej rodzinie/okolicy. Mówię to oczywiście z ściśle egoistycznych pobudek, bo identyfikuję się z tą pierwszą charakterystyką ;)
[Nie zostałem co prawda sławnym na cały świat cyberprzestępcą, ale trudno się mówi.]
Przygotujcie się na najgorszą herezję...............
Lee Cronin: Making matter come alive
Co jest najgorszą herezją? Najgorszą herezją jest stwierdzenie, że ludzkość nie jest Wyjątkowa; że nie jest Tak Wyjątkowa, że, no, twierdzenie, że nie jest, jest najgorszą herezją ;) A tu wyskakuje taki nadgorliwy chemik, który tworzy w laboratorium ewoluujące cząsteczki materii wybitnie nie-organicznej (węgiel jest u niego materia non grata) i się upiera, że ewolucja materii jest tożsama z pojęciem życia. I właśnie to uderzyło mnie jako najbardziej "heretyckie" w tym wszystkim, bo nawet dosyć liberalny umysł wzdraga się i broni przed koncepcją, że coś tak "martwego" można nazwać "życiem" tylko dlatego, że się skleja w różnych konfiguracjach. No ale cóż, kiedyś podobnie myśleli o koncepcji, że Ziemia jest kulista.
Mi osobiście szczególnie spodobały się dwa stwierdzenia: że powstanie życia jest w zasadzie tak samo nieprawdopodobne jak powstanie ogromnych, kulistych reaktorów termojądrowych, a przecież tych drugich oglądamy tyle, że nie potrafimy ich policzyć; oraz, w odpowiedzi na pytanie już po prezentacji, że prawdopodobieństwo znalezienia w kosmosie życia opartego o coś innego niż węgiel wynosi 100%. Jakby co, to Stanisław Lem to wszystko przewidział.
Z kategorii: rozmowy, które nigdy się nie wydarzyły (poza moją głową):
- Musimy porozmawiać.
- O czym?
- Meta-rozmowa.
- To znaczy?
- Rozmowa o rozmawianiu.
- Och.
- Zauważ, że teraz to już jest meta-meta-rozmowa.
- Rozmowa o rozmowach o rozmawianiu?
- Ano. Przy czym, oczywiście, w chwili obecnej uczestniczymy już w meta-meta-meta-rozmowie.
- AAAAAAAA!
[Fraktale retoryczne: narodziny nowej świeckiej tradycji.]
A więc... Co strasznego wydarzyło się tobie w ten prawie już były piątek trzynastego?
["Nie chwal dnia przed zachodem słońca"? Ale przecież już dawno zaszło!]
Nie oszukam nikogo, jeśli napiszę, że to najfajniejsza rzecz, jaką obejrzałem w tym roku. I nie tylko dlatego, że rok ledwie się zaczął ;)
Marco Tempest: The magic of truth and lies (and iPods)
Ciekawe czy mógłby też zrobić mniej snobistyczną wersję z użyciem Androida ;)
Zabawne...
Paul Bloom: The origins of pleasure
...bo powody, dla których coś wydaje nam się przyjemne (lub wręcz przeciwnie) okazują się strasznie zabawne ;)
Mamy nowy rok, można na nowo się nabijać z "naj"-to, "naj"-tamto w skali zupełnie przypadkowej skali czasu, jakim jest okres od początku jednego roku do początku następnego roku ;)
Kevin Slavin: How algorithms shape our world
No dobra, jest to rzecz z lipca zeszłego roku, po prostu trochę się zapóźniłem z całą tą sprawą ;) I tak patrząc z perspektywy czasu (całych kilku minut), tytuł rzeczywiście może zapowiada coś ciekawego, tylko trzeba wiedzieć co jest w środku ;) A o co chodzi? Chodzi o ALGORYTMICZNY BERSERK! Wszystkie te algorytmy, które zostały napisane na rzecz problemów decyzyjnych w rodzaju "kiedy mam kupować a kiedy sprzedawać akcje na giełdzie" są jak miliony sztucznych żyjątek stworzonych bez żadnej kontroli i koordynacji i wypuszczonych do wspólnego środowiska, gdzie kotłują się wszystkie razem i gdzie już nikt nie wie co tak naprawdę się dzieje. Coś jak wojny rdzeniowe, tylko że zamiast na "rdzeniu", algorytmy te grają na naszych emeryturach i kredytach.
I tak jak się na to patrzy to trudno nie zastanowić się: kto w ogóle na to pozwolił?
[Gdzieś czytałem, że giełdy papierów wartościowych itp. działają tylko dlatego, że są niewydajne. Coś, co zostało wymyślone w XIX wieku i przystosowane do ówczesnych warunków, nie ma prawa działać w XXI wieku, kiedy postęp technologiczny usunął niewydajności. Ale nie wolno o tym wspominać, bo jest to niepoprawne politycznie.]
Ktoś inny mógłby się martwić o globalne ocieplenie objawiające się błockiem w samym środku zimy, ale mnie zastanawia co innego: dlaczego zimna woda smakuje o wiele lepiej niż ciepła woda?
[Inna sprawa, że woda z baniaka w pracy nawet zimna mi nie podeszła. A brak śniegu jest irytujący tak czy tak.]
[...Pink cloud has now turned to gray / All that I want is to play / Get on your knees time to pray, boy]